img_4231-1.jpg

Tam gdzie pachnie lawenda…

To już ostatni punkt naszej podróży…

Ruszyliśmy przez piękną Prowansję w kierunku Polski…

Lawendowe baloty

Przepiękne plantacje lawendy, o nazwie Angelvin, znajdują się w połowie drogi między Valensole i Manosque. 

Kolejny widok zapierający dech w piersiach…

Niewiarygodne, że takie miejsca istnieją w rzeczywistości!

Cudowny zapach lawendy unosił się dookoła, a my nie mogliśmy się nacieszyć tym widokiem…

W miasteczkach kwitnie lawendowy przemysł, nawet sklepy są udekorowane na fioletowo.

Na bazarze pyszne owoce i warzywa…

Do Polski przywiozłam mój ulubiony, aromatyczny czosnek, oliwy z oliwek i dużo woreczków z suszoną lawendą!

Odwiedziliśmy fabrykę wspaniałych kosmetyków L’Occitane Du Provance.

To tu produkują najlepszy krem do rąk z masłem Shea…

Po drodze tyle ładnych widoków, ale już nie mogliśmy się zatrzymać, bo droga do domu długa…

Na ostatni obiad wybraliśmy piękną skałę nad strumieniem…

I zjedliśmy prowansalskie pyszności…

Na dworze smakuje najlepiej!

Do widzenia Francjo! Będziemy bardzo tęsknić…

Prawie 5 tysięcy kilometrów na liczniku- nareszcie dojechaliśmy do domu! 

Pierzemy, sprzątamy i ruszamy dalej…

Udostępnij:

5 komentarzy

  1. Przepiekne widoki, od dzieciństwa uwielbiam takie strumyki-mają coś w sobie co mnie przyciąga… 🙂

  2. Bombowo! Wspaniała przygoda! Pozdrawiam

  3. Czyżby teraz kierunek Hel? 😉

Dodaj komentarz